24 kwietnia 2017

Ileż się wydarzyło w ciągu tego roku. Aż trudno mi uwierzyć w to, że w końcu coś się ruszyło, w końcu coś się zmienia. Tym razem naprawdę.
Odnalazłam przyczyny swojej wieloletniej depresji, złego samopoczucia i nadmiernych kilogramów. W sierpniu wszystko się zmieniło. Byłam w szpitalu i niełatwo było mi pogodzić się z wynikami badań. Insulinooporność, zaburzenia hormonalne i parę innych nie brzmią najlepiej. A wizja braku potomstwa potrafi położyć człowieka na podłodze i długo trzymać go w tej pozycji za mordę. Byłam tak zrezygnowana, że oprócz brania leków nie zrobiłam nic, aby wziąć zdrowie w swoje ręce.
Dopiero w styczniu postanowiłam, że schudnę. Bo chcę ładnie wyglądać w sukni ślubnej. Chcę raz w życiu świecić jak gwiazda i nie obawiać się, że ktoś i tym razem mnie przyćmi. I wtedy totalnie przepadłam… od 26 stycznia schudłam prawie 12 kg. Zaczęłam biegać, ruszać się, właściwie nie wyobrażam sobie powrotu do starych nawyków żywieniowych i dawnego trybu życia. Owszem, czasem robię odstępstwa od diety – zjadam na przykład kilka orzeszków, których nie ma w danej chwili w moim planie żywieniowym – ale nie jem produktów przetworzonych, z dodanym cukrem i milionami „ulepszaczy”. Czuję się o wiele lepiej, ale jeszcze nie idealnie.
W sobotę byłyśmy z A. na castingu do Postaw na milion. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że Warszawa jest super. I A. też. To był zajebisty dzień!

zmiany.

12 kwietnia 2016

I to ogromne. To zabawne, że mogę nie pisać tutaj przez długi czas, ale zawsze o tym blogu pamiętam. Włożyłam w niego dużo z siebie i nie wyobrażam sobie tak po prostu go porzucić.

Poszłam na studia zaoczne, od 1 kwietnia pracuję po 12 h dziennie. Jestem cholernie zmęczona, ale cieszę się, że opłaciło mi się pójście swoją drogą, Że nie posłuchałam rodziców i nie marnuję cennego czasu na studia dzienne. I że oni przyznali mi rację. Tak, niewątpliwie mam satysfakcję. I że studia licencjackie wystarczyły, aby zdobyć taką pracę.

Coraz częściej myślę o tatuażu. Wiem gdzie, ale nie wiem jak duży i przede wszystkim jaki ma być. Wiem tylko, że chcę mieć kolejny.

22.04 wyjeżdżamy do Wisły. W końcu odpoczniemy i spędzimy czas tylko ze sobą, daleko od tego zgiełku.

Resume

31 grudnia 2015

Ten rok był wyjątkowy, przełomowy w kilku ważnych kwestiach. Co roku robię podsumowanie, które później porównuję z tymi z poprzednich lat. I zawsze uświadamiam sobie, że każdy kolejny rok jest lepszy od poprzedniego. Teraz z pewnością też tak będzie, bo miało miejsce wiele kluczowych dla mojego życia wydarzeń. I tak jak zawsze czułam, że stoję w miejscu albo przesuwam się do przodu tylko odrobinę, tak w tym roku niewątpliwie osiągnęłam progres.

1. Skończyłam te, pożal się Boże, studia na tym, pożal się Boże, Uniwersytecie. Umiejętności jakieś tam są, papierek (co najważniejsze!) też. Dostałam możliwość odbycia 2-miesięcznego stażu za ponad 5 tys. (chociaż z początku miało być 8), oszukali nas na wszystkim, na czym tylko mogli, ale w konsekwencji i tak wyszłam na tym na +.

2. Zaczęłam zaoczne studia magisterskie + podyplomowe. Płacę w chui dużo, ale z własnej kieszeni, więc nikt nie może wywrzeć na mnie presji. Uczę się dla siebie i jeśli będę czuła, że chcę zrezygnować, to to zrobię.

3. Zaczęłam staż w OPS. Liczę na to, że po jego zakończeniu zostanę zatrudniona na umowę o pracę.

4. Planujemy ślub – na początku przyszłego roku ostatecznie „zaklepiemy” termin w lokalu, wybierzemy w końcu z pośród 2 fotografów i 3 zespołów te, naszym zdaniem, najlepsze i będziemy czekać do września 2017 :)

5. Po raz pierwszy byłam na wakacjach w Grecji. Pobyt uważam za jeden z najbardziej udanych w moim życiu.

6. 26.08 ukradli mi pierścionek zaręczynowy podczas kontroli bezpieczeństwa na Okęciu. Do dzisiaj mi smutno na samą myśl.

7. Przestałam się go bać. To najlepsza rzecz spośród tych wszystkich wymienionych wyżej. Zdecydowanie osiągnięcie roku.

8. Coraz rzadziej myślę o W. Traktuję go jak wspomnienie. Letnie, delikatne, ale bardzo wyraźne. Ale tylko wspomnienie.

9. Mówią, że im dłużej ludzie ze sobą są, tym mniej się kochają. Że pojawia się coraz więcej pretensji, żali i na końcu łączy ich tylko kredyt, dziecko albo przyzwyczajenie. Nie wiem jak będzie w naszym przypadku, ale jesteśmy razem już 3 lata a ja kocham M. coraz mocniej.

To chyba wszystko. Więcej grzechów nie pamiętam.

…….

29 października 2015

07.09 wróciłam z 12-dniowych wakacji w Grecji. Udało nam się złapać super lasta. Od tego czasu siedzę w domu i czuję się coraz gorzej. Może gdybym w końcu trzasnęła pięścią w stół i przestała dawać innym o sobie decydować, byłabym w zupełnie innym miejscu. Ale jestem tutaj i teraz muszę czekać.

26.08 na lotnisku, przy kontroli bezpieczeństwa, ktoś ukradł mój pierścionek zaręczynowy. Chce mi się płakać jak o tym myślę, ale poprosiłam M. żeby nie kupował drugiego. Nie chcę żeby wydawał kolejny raz tyle pieniędzy. Generalnie, pomimo iż te wakacje będę wspominać bardzo miło, przytrafiło mi się parę „przygód”, o których wolałabym zapomnieć. Np. uczulenie na promienie słoneczne. Temperatura odczuwalna wynosi ponad 40 stopni, a ja chodzę z jakąś chustą na ramionach i się gotuję…

Dowiedziałam się, że D. bierze ślub w tym samym dniu co M. Zastanawiam się czy wysłać jej telegram. W końcu trochę razem przeszłyśmy. Tylko skąd ja wezmę jej adres… Nasz ślub odbędzie się za niecałe 2 lata, ale zupełnie nie wiem co potem. Gdzie będziemy mieszkać, pracować i jak żyć. Cały czas prześladują mnie czarne myśli odnośnie posiadania dzieci. Czy to możliwe, że mój mózg już teraz może mi wysyłać sygnały? Czuję się jak babcia, a nie jestem nawet matką.

ura bura król podwóra

26 lipca 2015

Ostatnie miesiące dały mi w kość. Obrona licencjatu, użeranie się z debilami i rozpoczęcie stażu. Fizycznie czuję się ok, jednak w głowie coraz częściej krążą myśli o wyjeździe chociaż na moment. Toteż mam nadzieję, że pogoda nie zawiedzie i w przyszłą sobotę dopisze, bo mamy zamiar jechać ze znajomymi nad morze.
Od jakiegoś czasu kopie mnie jak psa z rana poczucie jeszcze większego niezrozumienia niż zazwyczaj. Zanim dowiedziałam się, że jestem chora wkurzałam się tylko na to, że jem 5 razy mniej niż zdecydowana większość moich koleżanek, a ważę 2 razy więcej. Teraz wkurzam się jeszcze na fakt, że przyczyną mojego wyglądu jest chora tarczyca, a nie obżarstwo. Nie mogę schudnąć, pomimo, że próbowałam. Chciałabym wykrzyczeć prawdę wszystkim dookoła, bo czuję, że wszyscy patrzą na mnie jak na tłustego wieprza. Sama też się tak czuję. Tak, mam paranoję, a fakt, że to wina hormonów tylko ją potęguje.
Poznałam w pracy fajnych ludzi, ale widząc jak wszyscy ślinią się do mojej koleżanki wpadam w złość. Nie, nie zazdrość, że wolą ją ode mnie, bo to akurat nic dziwnego. Czuję złość, że momenty, w których ktoś mnie podrywał mogłabym policzyć na palcach jednej ręki.
Ale nie narzekam. Mam M. i chociaż prawdopodobnie nigdy nie pozbędę się wątpliwości co do tego czy choć trochę mu się podobam, to czuję, że mnie kocha.
W. zostanie tatą.
B. działa mnie i mojej mamie na nerwy już tak bardzo, że powoli przestajemy się przejmować jej urojeniami. Potrafi tylko obwiniać moją mamę nie zauważając ile dla niej robi. Zastanawiam się nawet czy nie stało jej się coś z głową…

Prawdziwych przyjaciół…

17 kwietnia 2015

Muszę być teraz dla A. taką przyjaciółką, jaką sama chciałabym mieć. Być po jej stronie choćby nie wiem co, bo nie ma nikogo innego. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że można widzieć się z kimś raz na kilka miesięcy i nadal być jego przyjacielem. To właśnie do mnie zadzwoniła i czuję, że to właśnie ja jestem odpowiedzialna za to, żeby jej pomóc. Liczę na happy end.

Zdania, które nie powinny, wypłynęły na powierzchnię.

19 marca 2015

Widziałam wczoraj W. Spotkaliśmy się z naszymi wspólnymi znajomymi. Właściwie to zastanawiałam się nawet czy nie odpuścić tego spotkania, bo przecież Bóg to jeden wie, co może się przy takiej okazji wydarzyć. Kiedy gadaliśmy sam na sam, poczułam się jakbym wróciła do początków naszej znajomości, kiedy potrafiliśmy rozmawiać ze sobą do nocy i ciągle było mało. Ciekawe co sobie myślał po tak długim czasie „rozłąki”, czy zastanawiał się w jakim miejscu bylibyśmy teraz gdyby kiedykolwiek dał mi szansę. Kiedy kładłam się spać byłam przekonana, że mi się przyśni. Nie myliłam się.

Jak to jest, że jestem szczęśliwa z M., kocham go i chcę z nim spędzić życie, ale jednak ciągnie mnie do W. Nadal, pomimo upływu lat. Może to ta nigdy niezaspokojona żądza miłości? Może w głębi duszy pragnę ziszczenia się tego platonicznego dziś uczucia żeby już nigdy nie myśleć o nim w TEN sposób? To chyba niemożliwe. Tego się nie zapomina.

Sto lat.

14 marca 2015

Parę dni temu byłam na koncercie Natalii Przybysz. Nie jestem jakąś wielką fanką, ale podoba mi się jej twórczość, niektóre teksty nawet bardzo. Przed zagraniem „Sto lat” powiedziała, że tak naprawdę nikt nie lubi tej urodzinowej przyśpiewki, a ja skwitowałam to uśmiechem posłanym w stronę M.

Osobiście nie cierpię urodzin. Kiedy miałam ustawioną datę na fb, życzenia składały mi osoby, z którymi nie rozmawiałam od kilku lat. Dziś, gdy data jest ukryta, życzenia złożyły mi dwie osoby spoza rodziny, przy czym jedną z nich jest M. Stawiam, że dostanę telefon/wiadomość jeszcze od 4 osób. „Moi” ludzie z uczelni nie wiedzą kiedy mam urodziny, chociaż mogliby się w prosty sposób dowiedzieć.

Nie chodzi o to, że mam do kogoś pretensje. Rzecz w tym, że w takim dniu wychodzi na jaw kogo tak naprawdę interesujesz i kto o tobie pamięta, w jakikolwiek sposób o tobie myśli. Wobec faktu, że ludzi interesują tylko ich własne nosy i tak naprawdę mają głęboko w dupie innych, nie dziwi mnie fakt, że pamięta o mnie 6 osób. Ale mnie to wystarczy. Zawsze uważałam, że lepiej nie dostać życzeń od nikogo, aniżeli miałyby być nieszczere.

Ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy.

27 lutego 2015

Nie cierpię nieodpowiedzialnych i bezmyślnych osób. Ktoś mógłby uznać mnie za bezuczuciową ignorantką, ale moim zdaniem trudna sytuacja w domu nie upoważnia dorosłych ludzi do popełniania pewnego typu błędów. Wręcz przeciwnie, powinny one zdawać sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów i starać się za wszelką cenę do nich nie dopuścić. Powinny czerpać naukę z własnych doświadczeń.
Weźmy na przykład taką 24-letnią D. Jest zagubiona, rodzice mają ją gdzieś. Właściwie może liczyć tylko na brata i dziadków. Nie ma stałej pracy, w „mieszkaniu” odcięli jej prąd, bo nikt z domowników nie zarabia wystarczająco dużo żeby starczyło na opłacenie rachunków.
24-letnia D. zachodzi w ciążę, nikt nie wie kto jest ojcem dziecka. Czy należy jej współczuć?  Tego, że zaszła w ciążę i sobie nie poradzi nie. 24-letnia D. z pewnością wiedziała skąd się biorą dzieci, że nie będzie w stanie sobie poradzić, jeżeli zdarzy się jej wpadka. A jednak stało się. Współczuję tylko jej bratu, dziadkom i dziecku, które za 6 miesięcy pojawi się na świecie.

Kolejna sprawa, która niepokoi mnie już od kilku lat to drastyczny spadek szacunku jednego człowieka do drugiego. Każdy czuje się superważny, mądrzejszy, ładniejszy, inteligentniejszy i w ogóle lepszy od innych. Zanudza znajomych informacjami ze swojego życia, które nikogo nie interesują, bo uważa się za boga. Porównuje się z innymi i szuka w nich, czasem na siłę, wad, żeby tylko poczuć się lepiej. Czasem sobie myślę, że nie nadaję się do życia, że nie pasuję do współczesnego świata. Martwię się każdym głupim komentarzem na różnego typu portalach, który może zrujnować dobre samopoczucie, zdrowie, a nawet życie drugiego człowieka. Bolą mnie przykre słowa skierowane do osób, które są „zmuszane” przez innych do wstydu za to jakie są i jak wyglądają. Jest mi smutno, kiedy z każdym kolejnym dniem coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że człowiek nie może w dzisiejszym świecie być sobą. Musi dostosowywać się do trendów narzuconych przez bubków w Internecie czy telewizji, a jeśli tego nie zrobi, to nie ma życia.

Chyba wypiłam 3 lampki wina za dużo.

love is in the air

18 lutego 2015

Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Czuję jak miłość pływa sobie w moich żyłach i dostarcza mi endorfin razem z tlenem. Myślę, że to nagroda od Boga za to wszystko co się działo. Chciałabym wykrzyczeć całemu światu, że warto czekać na miłość. Czekanie na miłość jest równoznaczne z wiarą, a czymże bez niej byłoby życie?


  • RSS