12 grudnia 2014

W moim życiu przeważnie jest tak, że kiedy spełnię swoje marzenie, to jego znaczenie mocno spada. Kiedy bardzo chcę coś zrobić i w końcu to zrobię, nie jestem tak zadowolona jakby można było przypuszczać.  Nie czerpię z tego tyle, ile powinnam, a później nawet trochę żałuję. Jednak w momencie, kiedy o to walczę, jestem świadoma, że nawet jeśli mi się nie uda, to mam przecież M.  A jego miłość, obecność i perspektywa wspólnej przyszłości sprawia, że wszystkie przeciwności stają się nieco mniejsze.

Gdyby nie On, moje życie kompletnie nie miałoby sensu. Nie udźwignęłabym nawet najmniejszego ciężaru, bo potrzebuję oparcia i świadomości, że zawsze znajdzie się ktoś, kto mnie po prostu przytuli, pocieszy, będzie zawsze po mojej stronie, bez zbędnych pytań. Na dzień dzisiejszy tylko On jest taką osobą. Rodzice działają na trochę innych zasadach – zawsze stoją po mojej stronie, ale bywa, że mają pretensje, nie potrafią docenić tego, co osiągnęłam i cieszyć się razem ze mną.

Tak jak sobie życzyłam, wtorkowe spotkanie z K. było moim ostatnim. Cieszę się. Naprawdę.

Napisz odpowiedź


  • RSS